Pielęgnacja skóry

Ostatnio wspominałam Wam, że mam tylko jedno postanowienie noworoczne – upraszczanie. Chcę upraszczać sprawy związane z ubraniami (o tym innym razem), jak również z pielęgnacją i makijażem. Wyznaję zasadę, że mniej znaczy więcej.

Nigdy nie pociągały mnie skomplikowane procesy pielęgnacyjne. Nie planowałam też zabiegów kosmetycznych w kalendarzu. Intuicyjnie czuję, że i tak największy wpływ na moją skórę mam od wewnątrz, a pielęgnacja zewnętrzna to tylko dodatek. Nie lubię mieć za dużo kosmetyków. Przesyt sprawia, że gubię się w moich małych rytuałach i zapominam o poszczególnych kosmetykach. Wolę mieć po jednym egzemplarzu z każdej kategorii.

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać moich ulubieńców ostatnich miesięcy. Bo o ile staram się mieć mało kosmetyków, to dość często je zmieniam. Mam wrażenie, że moja skóra po jakimś czasie się do nich przyzwyczaja, co finalnie sprawia, że cała pielęgnacja jest bardziej wymagająca.

Zarówno toniki, jak i hydrolaty, w postaci mgiełki to coś, co zawsze mam w swojej łazience. Nie przywiązuje się do nich zbyt mocno, a nowe opakowania kupuję zazwyczaj pod wpływem impulsu, lub promocyjnej ceny w drogerii. Obecnie używam mgiełki kwiatowej polskiej marki MIYA. Stosuje ją rano przed nałożeniem kremu, po południu jako odświeżenie twarzy i wtedy, gdy przychodzi mi ochota. Często takie mgiełki zabieram w podróż. Zapach kwiatów dodatkowo sprawia, że ten etap pielęgnacyjny jest szczególnie przyjemny.

Maseczkę z tlenem od Pixi stosuję przed ważnymi wydarzeniami, lub przed sesjami zdjęciowymi. Nie wiem co w niej jest, ale wiem jedno – moja skóra ją kocha. Jej niewątpliwym plusem jest ekspresowe działanie. Z reguły nakładam ją tylko na 2-3 minuty, i nawet po tak krótkim czasie skóra po niej jest niesamowicie rozjaśniona i odżywiona. Wiem, że kosmetyki Pixi są w Polsce mało popularne. Ja odnalazłam je za pośrednictwem jutuba, po pooglądaniu filmiku jednej z beauty guru. Czasami kosmetyki te można odnaleźć w sephorze, a ostatnio widziałam je również na zalando :-)

Coś, bez czego nie wyobrażam sobie pielęgnacji – serum rozjaśniające. Moja skóra wykazuje skłonność do przebarwień. Czasem nawet po niewinnej krostce pojawia się blizna, która zostaje ze mną przez długie tygodnie. Właśnie dlatego zapobiegawczo stosuję serum z witaminą C, które sprawia, że przebarwienia szybciej znikają. Tym razem padło na serum marki Klairs. W przypadku tego kosmetyku mamy 5% stężenie witaminy C. Jest bardzo wydajne i lubi się z moją skórą, chociaż na początku pojawiało się lekkie zaczerwienienie. Po skończeniu tej buteleczki z pewnością kupię coś innego, bo lubię zmiany, ale być może jeszcze kiedyś wrócę do tego konkretnego kosmetyku.

Ostatnia rzecz trafiła do mnie przez przypadek. Roller jadeitowy dostałam w prezencie od Pani Malwiny z Mia Box. Wcześniej te urządzenia widywałam na instagramie i miałam do nich sceptyczne podejście. No i trochę się pomyliłam…. Bo o ile nie zauważyłam jakichś spektakularnych zmian, to sam etap masowania jest niezwykle przyjemny. Coś jak ekspresowe mini-spa, które możemy zaserwować sobie o poranku. Podczas, gdy ja śpię w łóżku – roller śpi w lodówce. Dzięki temu rano jest przyjemnie chłodny i delikatnie łagodzi opuchnięcia pod oczami.

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE