Czy Hauka może biegać?

Pamiętacie gdy w dzieciństwie mówiliście sobie, że ,,jak dorosnę to…”? Spodziewałam się, że jak urosnę, to będę poważna i ogarnięta. Myślałam, że będę miała plan na życie i pracę na etacie. Nigdy w życiu nawet nie miałam w planach, że polubię aktywność fizyczną. Los okazał się być przewrotny.

Od zawsze byłam szczupła, więc sądziłam, że sport w ogóle nie jest mi potrzebny. Siłownia i bieganie? Bez sensu. Myślałam, że wystarczające jest jeżdżenie na rowerze, chodzenie na piechotę i sporadyczne rozciąganie na macie w domu. Dodatkowo nigdy nie byłam typem sportowca. Byłam raczej typem uciekającym przed piłką, ewentualnie tym, który liczył punkty. Na lekcjach wuefu traktowano mnie pobłażliwie ze względu na astmę. ,,Klaudia nie może biegać, bo będzie mieć atak”… jasne.

I tak właśnie wszyscy, począwszy na mnie, a skończywszy na nauczycielach, rodzicach i znajomych, utwierdzali mnie w tym błędnym przekonaniu. Mówili mi, że jestem krucha, delikatna, szybko się męczę, mam słabe kości, a sport powoduje kontuzje. Do tego doszło lenistwo i brak wiary w swoje możliwości. Praktycznie do trzydziestki nie robiłam nic, co można by zaliczyć pod kategorię „sport”.
Dzisiaj mija siódmy miesiąc od momentu, w którym zdecydowałam, że pójdę na siłownię. Moje minimum to pojawienie się tam dwa razy w tygodniu – we wtorki i piątki. Najczęściej jednak jestem tam trzy, lub nawet cztery razy. Wybieram zajęcia ze zdrowego kręgosłupa oraz pilates. Regularnie również ćwiczę kondycję na bieżni. Dla niektórych może to nie jest dużo, a dla części pewnie nawet za mało. Dla mnie wystarczyło, by odmienić swoje życie, a przynajmniej jego część. Teraz nie wyobrażam sobie zrezygnowania z tego schematu. To jedne z lepiej zainwestowanych przeze mnie pieniędzy.

Moja waga nie zmieniła się praktycznie w ogóle od czasów liceum. Od zawsze wahała się w granicach 50 kg, czasem 1kg w jedną stronę, a czasami 4kg w drugą (to po piccy – niczego nie żałuję). W sierpniu, gdy zaczynałam przygodę z siłownią, ważyłam 51kg. Obecnie ważę 54kg. Obwody poszły w dół, a ja z niedowierzaniem patrzę na (jeszcze) niewielki zarys moich mięśni na brzuchu i ramionach.

Kiedyś miałam problem z podniesieniem zgrzewki wody. Teraz bez problemu wnoszę ją na drugie piętro, bez zatrzymywania się. Mam więcej siły, lepszą kondycję i poczucie że robię coś super dobrego dla siebie. Ćwiczę po to żeby być zdrowa i sprawna – to mój priorytet, a reszta…. reszta to efekt uboczny :-). Dopiero teraz zrozumiałam, że nie trzeba robić morderczych treningów, wystarczy umiarkowany, ale regularny wysiłek fizyczny, żeby nasze ciało odczuło zmianę.

Nigdy nie będę sportowcem, ale będę sprawna na miarę moich możliwości. Nie chcę biegać w maratonie, ale chcę wchodzić bez zadyszki na piąte piętro. Nie będę też miała wyrzeźbionego każdego mięśnia na moim ciele, ani medalu. Będę za to miała satysfakcję.

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE