Wewnętrzny blask

Co sprawia, że patrząc na kobietę stwierdzamy: ,,ona ma to coś”? Taka kobieta przyciąga spojrzenia, budzi ufność i zachwyt. Zwraca uwagę i zapada w pamięć.

Często mówimy, że zakochane dziewczyny, jak i kobiety spodziewające się dziecka, wyglądają promiennie. Cokolwiek to znaczy. Dla niektórych jest to delikatny uśmiech, bujanie w obłokach, lub spokojny wyraz twarzy i błysk w oku. Głęboko wierzę w to, że ten wewnętrzny blask nie jest zarezerwowany wyłącznie tylko dla tych, które dostały strzałą amora. Każda z nas ma swoje „to coś”. Tylko nie każda jest tego świadoma.

Nie ma gotowej instrukcji, która odpowiadałaby na pytanie: co zrobić, by wyglądać dobrze i promiennie. Przepisem nie jest maseczka, lub masaż stóp przed snem. To nie jest również makijaż, modne ubrania i długie włosy. Dla mnie wszystko zaczyna się w głowie. Gładkie nogi, wybalsamowane ramiona, wypolerowane paznokcie, buzia z wklepanym serum z witaminą C, a nawet kości policzkowe wymodelowane rozświetlaczem nie dadzą nam takiego samego efektu jak uśmiech i zadowolenie z siebie. Chociaż oczywiście fajnie jest, jeżeli to wszystko idzie ze sobą w parze. Bo nawet jeżeli mamy szare cienie pod oczami, ziemistą cerę i nieogolone nogi to nadal mamy kontrolę nad naszymi myślami. I to właśnie dzięki nim możemy wydobyć nasz wewnętrzny blask.

Gdy czuję się gorzej, staram się nad tym zapanować. Nie dla otoczenia, ale głównie dla siebie samej. Dbając o siebie czuję się lepiej, a to z kolei wpływa na moje samopoczucie i na to jak wyglądam. Mam kilka sztuczek, które wykorzystuje wtedy, gdy czuję się źle. Włączam ulubioną muzykę, tańczę do lustra i wpuszczam do mieszkania świeże powietrze. Wybieram ubrania, w których czuję się komfortowo i pewnie. Zakładam moje ulubione ostatnio kolczyki polskiej marki Rett Frem, które przepięknie odbijając refleksy światła i odwracają uwagę od tego, że nie przespałam nocy. Delikatność złota i szlachetność kremowej perły sprawia, że te kolczyki pasują praktycznie do każdej stylizacji.

Dodatkowo pomaga mi też lekki krem z mikrodrobinkami, które robią mi na twarzy photoshop. Dzięki niemu skóra wygląda na wypoczętą i świetlistą. Pomaga też mi podkład i róż, bo jak wiadomo, każda dobra hauka musi mieć wypieki.

Ale nawet jeżeli mam na sobie moją ulubioną sukienkę, magiczny krem i błyszczącą biżuterię, a głowę  wypełnia worek negatywnych myśli, to całokształt wychodzi słabo. Nasze zmartwienia i kompleksy często widoczne są na pierwszy rzut oka. To jak niewielka rysa na szkle. Niby niewidoczna, ale jednak obecna.

Jeżeli żyjemy ze sobą w zgodzie, lubimy się i podobamy się sobie, to inni prędzej, czy później to zobaczą. Zobaczą i zapamiętają. I taka właśnie jest dla mnie definicja wewnętrznego blasku. Więc moje drogie dziewczyny, uśmiechajcie się do siebie i myślcie o sobie dobrze. To dwa najlepsze lekarstwa na dobry wygląd :-). A na pewno świetne miejsce do startu.

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE