Rozważania o elegancji

Elegancja jest dla mnie pojęciem tak samo ulotnym jak kobiecość. Definicja o bardzo luźnych granicach, które według swoich potrzeb naginam. Wiem, że dla niektórych elegancja to starannie upięty kok, sznur pereł na szyi i torebka od projektanta przewieszona przez ramię. To dla niektórych spódnica w kolano i brak dekoltu. Niektórzy myślą, że elegancja to dress code, nienaganny sposób wysławiania się i sawuar wiwr. Wysoka jakość, idealny krój, szlachetność i dyskrecja. Trencz i lakierki.

Często obserwuję kobiety. Przyglądam się im ukradkiem, gdy piją sojowe latte, z nogą założoną na nogę, i gdy jedzą piccę z sosem kapiącym im na dłonie. Widzę, gdy biegną z rozwianym szalikiem na tramwaj i gdy siedzą spokojnie w poczekalni. Widzę je przeglądające ubrania w drogich butikach i kupujące chipsy na promocji. Czasami przeklinają zdenerwowane, a czasami delikatnie się uśmiechają. Widuję je w leginsach i grubych skarpetach, czasami w dżinsach z dziurami, a czasami w długich sukniach. Obserwuję kobiety całkiem mi obce i te, które widuję na co dzień. I pomimo diametralnych różnic często są wszystkie równie eleganckie.

Dziwnie się czuje, gdy ktoś mówi mi, że jestem elegancką kobietą. Nie określam tak siebie. Nie jestem pewna, czy jestem elegancka, gdy wykręcam sobie kostkę w butach na obcasie, a przez głowę przechodzą mi bardzo nieeleganckie słowa. Czasami jeżdżę spocona na rowerze, a włosy lepią mi się do czoła i nie wiem czy chciałabym żeby ktoś mnie wtedy zobaczył. Nie wiem czy eleganckie jest machanie nogami na huśtawce, skakanie do mojej ulubionej piosenki i zdzieranie sobie gardła. Wydaje mi się jednak, że wcale nie musimy być w eleganckie w każdej strefie swojego życia. Powinnyśmy być dla siebie wyrozumiałe i same nadawać sobie granice. Albo nie nadawać ich w ogóle, jeżeli tego nie potrzebujemy. Szczerze mówiąc, tak między nami, nie czuję potrzeby bycia elegancką. Lubię być sobą.

Dla mnie elegancja to nie dress code, pasek dobrany do torebki i spokojne usposobienie. Dla mnie elegancja to znajomość siebie i swojego ciała. Znajomość swoich wad i zalet. To akceptacja tego, jakie jesteśmy. To poczucie swobody i luzu, zarówno wtedy gdy mamy na sobie wysokie szpilki i suknie z piórami rodem z Dynastii, jak i wtedy, gdy narzucamy na siebie kombinezon z szerokimi nogawkami. To brak makijażu i pomalowane na czerwono usta. Elegancja to dbanie o siebie, o swoje ciało i o swój umysł. To pokazywanie swoich zalet na naszych zasadach, a nie na tych, które dyktuje nam vouge i styliści w telewizji.

Jestem ciekawa czym dla Was jest elegancja. Jestem ciekawa, jak reagujecie na to słowo i czy jest ono Wam potrzebne. Jestem też ciekawa jakie kobiety z waszego otoczenia uważacie za eleganckie.

Sukienka: Marie Zelie
Biżuteria: Syncret
Zdjęcia: Roksana Wąż

hauka-sign

YOU MIGHT ALSO LIKE